Góry Sowie – trasa wędrówki z dzieckiem

To była przepiękna wyprawa- jedyna w swoim rodzaju, zupełnie niepowtarzalna. Mama i córka, góry, schroniska. Składanka idealna! Miałyśmy najlepszy plan na świecie: być ze sobą, nie spieszyć się, wieczory spędzać przy ognisku, a każdą noc w innym schronisku. Góry Sowie wydały się mi najlepszym miejscem na pierwszą zupełnie samodzielną wędrówkę z moim dzieckiem.  Samodzielną, bo obie szłyśmy z plecakiem, każda mając w nim wszystko, co uznała za najbardziej potrzebne: ja ubrania, termos, śpiwory, a Zoja ksiązeczki i wałówkę na drogę. Szlaki znałam z naszych wcześniejszych wypraw, choć tej konkretnej trasy sama nie przeszłam nigdy. Zapowiadało się, że będziemy odkrywać szlaki, dziecięce górskie możliwości. Miałyśmy też odkrywać jak to jest tylko we dwie – pierwszy raz byłyśmy tylko my dwie: bez taty Bedu i Igi. 

Jesteście ciekawi jak poradziła sobie moja pięciolatka? I jak poradziłam sobie ja – pierwszy raz z nią sama w górach na babskiej wyprawie?

START TRASY W RZECZCE

Samochód zostawiłyśmy na ulicznym parkingu w Rzeczce. Przyjechałyśmy tu po południu, a i tak bez problemu znalazłyśmy wolne miejsce. Wcześniej zrobiłyśmy potrzebne zakupy: czasoumilacze (czekoladowe cukierki, lizaki, gumy do żucia), kilka bułek i jakieś napoje. Założyłyśmy plecaki na plecy, w ręce trzymałyśmy papierową mapę i ruszyłyśmy wzdłuż ulicy w stronę skrzyżowania, na którym weszłyśmy na czerwony szlak. Tuż po przejściu kilkunastu metrów szlakiem minęłyśmy pierwsze miejsce godne polecenia, Szyprówkę. Można tu smacznie zjeść oraz wygodnie przenocować. Byliśmy w tym miejscu parokrotnie, więc możemy śmiało rekomendować dla tych z Was, którzy szukają estetycznego noclegu za rozsądne pieniądze. 

My jednak miałyśmy w planach noclegi w schronisku. Dlatego minęłyśmy Szyprówkę i czerwonym szlakiem zaczęłyśmy dość strome podejście. Trasę tę można pokonać samochodem, jednak zdecydowanie nie polecamy tego rozwiązania. Widoki podczas podejścia wynagradzają trud wędrówki. Z ławeczki na samozwańczym punkcie widokowym rozpościera się piękny widok na Sokolą Przełęcz – łączącą Rzeczkę z Sokolcem.

PIERWSZY NOCLEG – SCHRONISKO “ORZEŁ”

Tego dnia spałyśmy w schronisku Orzeł.  Nocleg miałyśmy wcześniej zarezerwowany- w trzyosobowym pokoju. Tej wielkości pokoi jest w tym schronisku najwięcej, ale są też zarówno “dwójki”, jak i pokoje wieloosobowe. Można zamówić opcję ze śniadaniem w formie szwedzkiego stołu. Co oznacza, że nawet idąc w góry na kilka dni, jak my, nie trzeba dźwigać ze sobą jedzenia. 

Schronisko “Orzeł” ma naprawdę dużo do zaoferowania. Począwszy od schludnych pokoi, przez przestronną salę do gier i zabaw i dużą stołówkę. To przestrzeń zarezerwowana tylko dla gości, którzy zostają na noc. Dla reszty jest dostępny ogromny taras widokowy, piwnica serwująca jedzenie i lokalne piwo, miejsce na grilla oraz malowniczo położone miejsce na ognisko. To, na co też trudno nie zwrócić uwagi (nawet nie będąc rodzicem), to sporych rozmiarów konstrukcja na placu zabaw: ze ścianką wspinaczkową, piaskownicą oraz huśtawkami.

Schronisko znane dla naszych dziadków jako Bismarckbaude otwarte zostało w 1932 roku. Jak możemy przeczytać na stronie schroniska, ówczesne gazety pisały z okazji tego otwarcia następujące słowa:

“Góry Sowie wzbogaciły się o wzorcowy co do założenia i wyposażenia hotel górski, który się na pewno przyczyni do dalszego rozwoju turystyki górskiej w rejonie Wielkiej Sowy.”
Minęło kolejnych trzydzieści lat- od tłustych czasów tego miejsca, przez chude, kiedy schronisko stało po wojnie opuszczone, aż do 1969 roku, kiedy to (już wtedy) “Orzeł” przeszedł w ręce rodziny Dominiaków. Jest im – i górom Sowim, i Dominiakom ze sobą dobrze, bo od pięćdziesięciu lat niezmiennie opiekują się tym miejscem dbając o to, by każdy dobrze się tu czuł.

WIECZORNE ATRAKCJE

Wyruszając w tę wędrówkę z Zoją nie widziałam, że będzie nam dane przeżyć aż tak niezwykły czas. Zaczynając od oczywistego zachwytu nad czasem “mama- córka”, po emocje związane ze spaniem w schronisku, aż po ognisko do północy. Ta ostatnia atrakcja trafiła nam się zupełnie niespodziewanie. Zwiedzając okolice schroniska usłyszałyśmy dźwięki gitary i postanowiłyśmy się dołączyć. 

Przy świetle latarek ja wyśpiewywałam zakurzone w pamięci zwrotki harcerskich piosenek, a Zoja bawiła się z poznanymi kolegami w najlepsze. Potem smażyła jeszcze ofiarowaną jej kiełbaskę (własnych nie miałyśmy, ale nie jak widać nie było z tym problemu). 

Północ zastała nas na drewnianej ławczce i reszta rozsądku wygnała spać. Miałyśmy dużo frajdy przemykając na palcach po korytarzu schroniska, które już było pogrążone we śnie. Absolutnie cudowny dzień właśnie się kończył. 

W DRODZE NA WIELKĄ SOWĘ

Ruszając w dalszą trasę rano, po przejściu kilku metrów mijamy tablicę informującą nas, że wkraczamy oto na teren Parku Krajobrazowego Gór Sowich. Pogoda tego dnia była naprawdę kapryśna- od rana siąpił deszcz i nie zachęcał do wędrówki. My jednak miałyśmy jasny cel: dotarcie przed nocą do schroniska Zygmuntówka. Brzmi to trochę dramatycznie, a tymczasem w tym dniu miałyśmy do przejścia po prostu 10 kilometrów! Prawda, że to niezmiennie idealny plan na góry z dzieckiem? 

Wyruszyłyśmy w stronę Wielkiej Sowy. Ze schroniska “Orzeł” na ten najwyższy szczyt Gór Sowich biegnie szlak czerwony, a cała ta trasa wynosi 2,5 kilometra. Samotnie, bo nikt nam w ten siąpiący dzień na szlaku nie towarzyszył, szłyśmy przed siebie. Deszcz złapał nas w bardzo dobrym miejscu, po niespełna kilometrze, przy schronisku “Sowa”. Schronisko Sowa – najstarsze schronisko w Górach Sowich, położone jest wśród lasów na stoku Wielkiej Sowy, przy głównym szlaku sudeckim im. Orłowicza. Deszcz skłonił nas do zajrzenia do środka- jest zdecydowanie skromniej niż w “Orle”, jednak to wciąż miejsce w drodze na Wielką Sowę, w której można znaleźć dach nad głową. 

Gdy deszcz ustał, ruszyłyśmy w dalszą drogę. Do szczytu miałyśmy trochę ponad kilometr. Cały czas niespiesznie, tocząc między sobą rozmowy w stylu matka i córka, wędrowałyśmy przed siebie. Po kilku ostrzejszych (dla pięciolatki) wzniesieniach weszłyśmy na polanę, na której stała ona-  Wieża Widokowa na Wielkiej Sowie. 

WIEŻA WIDOKOWA NA WIELKIEJ SOWIE

Wieża, pod której początki sięgają 1905 roku, sto lat później przeszła gruntowny remont i w takim własnie doskonałym stanie możemy ją podziwiać do dziś. Wchodząc za drobną opłatą mamy do pokonania 128 schodów, co daje nam wzniesienie na wysokość 23 metrów. Z tej perspektywy rozciąga się naprawdę imponująca panorama Sudetów.  Przy dobrej pogodzie można zobaczyć stąd Śnieżkę i Śnieżnik.

Przy wieży jest kilka drewnianych wiat, miejsce na ognisko oraz bufet z napojami i przekąskami. Można kupić tu pamiątkową sowę w postaci magensu lub bransoletki oraz sfotografować się z wielką figurą drewnianej sowy. Bywa, że w weekendy to miejsce jest dość zatłoczone- Wielka Sowa to bardzo popularny węzeł szlaków turystycznych.

Wieża na Wielkiej Sowie czynna jest codziennie (od maja do końca października) oraz w zimowe weekendy.

DRUGI NOCLEG- SCHRONISKO ZYGMUNTÓWKA

Z Wielkiej Sowy ruszyłyśmy, już w promieniach słońca, w kierunku naszego drugiego noclegu- do schroniska Zygmuntówka. Odcinek ten wynosi 5 kilometrów, jednak trasa jest właściwie płaska i prosta do przejścia nawet dla kilkulatka. Góry Sowie to super miejsce, by rozkochać dzieci w wędrówkach!

Szłyśmy szlakiem czerwonym w stronę Rozdroża pod Kozią Równią. Tam planowałyśmy kolejny tego dnia postój w jednej z drewnianych wiatek, w jakie obfitują Góry Sowie. Jednak szybciej niż wiatka pojawiło się na naszej drodze poletko jagód. Przerwa, wygłupy, szczęście. “Uwielbiam wędrować po górach, mamo” – oznajmiła mi Zoja i po raz kolejny wiedziałam, że nie o “robienie kilometrów” w naszej wyprawie chodzi. 

Do schroniska Zygmuntówka przyszłyśmy późnym popołudniem. Przejście 10 kilometrów zajęło nam z wieloma przerwami jakieś 8 godzin. Na miejscu czekał na nas skromny pokój, domowe pierogi i ciepły prysznic. Dosłownie raj! A wieczorem znów ktoś rozpalił ognisko, ktoś zagrał na gitarze, ktoś poczęstował kiełbaską moje dziecko, które miłość do gór miało i w oczach, i w sercu.

Rano zjadłyśmy pyszne naleśniki z widokiem na górę Rymarz, na stoku której stoi schronisko. Dopiero wtedy znalałam chwilę żeby poczytać o historii tego miejsca:

“Schronisko czy też domek narciarski- Skihütte bo tak było nazywane na początku swojej działalności, otwarte zostało w miesiącu zimowym, w grudniu 1938 roku. Po wojnie zostało uruchomione w 1956 roku, dzięki inicjatywie działacza turystycznego Zygmunta Scheffnera. Na początku lat 60. XX wieku częściowo je przebudowano i zwiększono liczbę miejsc do 44.Obiekt stoi na północno-zachodnim stoku Rymarza. Nazwane zostało od imienia Zygmunta Scheffnera, organizatora ponownego otwarcia schroniska”.

 

TRZECI, OSTATNI DZIEŃ WĘDRÓWKI

Spakowałyśmy plecaki i niespiesznie rozpoczęłyśmy trzeci, ostatni dzień naszej wędrówki. Jak informował nasz znak przy schronisku, w stronę Rzeczki można stąd iść na kilka sposobów. My wybrałyśmy szlak żółty prowadzący przez Przełęcz Jugowską. To była ciekawa podróż sentymentalna, ponieważ od strony Przełęczy Jugowskiej właśnie wchodziliśmy na Wielką Sowę z Zoją, gdy ta miała 1,5 roku. O podejściu na szczyt z tej strony możecie przeczytać w tym tekście.  

Żółty szlak, po zupełnie płaskiej powierzchni poprowadził nas do rozgałęzienia szlaków przy Kozim Siodle. Stamtąd, kontynuując wędrówkę wcześniej obranym szlakiem, doszłyśmy do Schroniska Sowa. I tu nasza trzydniowa wędrówka zatoczyła koło. Z lekkim rozrzewnieniem zeszłyśmy najpierw na wysokość Schroniska Orzeł, potem do Szyprówki, by w końcu stanąć przy zaparkowanym trzy dni wcześniej samochodzie.

“Bardzo cię kocham,mamuś”- powiedziała mi na uszko łamiącym się głosem Zoja, wtulając się we mnie. A ja obiecałam sobie wtedy, że raz w roku będę dla nas organizowała takie właśnie wyprawy. Bo nieskończona nawet ilość misiów i puzzli, czy nawet najpiękniejszych sukienek nigdy nie zastąpi w sercu mojej córki wspomnień, jakie dało jej to jedno, niezwykłe wyjście w góry.

EDIT:

Minęło kilka miesięcy od tej wyprawy. Zoja niezmiennie, przynajmniej raz w miesiącu mówi do mnie:

“Mami, a pamiętasz, jak wtedy kiedy byłyśmy w górach, wtedy kiedy byłyśmy tylko ja i ty…”

DOKŁADNY PRZEBIEG TRASY 

 Rzeczka – Schronisko “Orzeł” – Wielka Sowa (1015 m n.p.n.) – Kozia Równia – Schronisko Zygmuntówka – Przełęcz Jugowska – Rozdroże pod Wielką Sową – Schronisko “Sowa” – Rzeczka  

 

 
Dokładny przebieg trasy znajdziecie klikając na link naszych ulubionych map turystycznych.
  • Suma podejść 651 m
  • Suma zejść 660 m
  • Region: Góry Sowie
  • Najwyższy punkt Wielka Sowa, 1015 m n.p.m.

CO ZAPAKOWAĆ NA TRZY DNI WĘDRÓWKI I NOCLEGU W SCHRONISKACH?

  • wygodne buty górskie
  • koniecznie latarkę czołówkę!
  • śpiwór
  • kurtkę przeciwdeszczową
  • klapki (idealne dla zmęczonych wędrówką gór i pod prysznic)
  • jednorazowe kosmetyki (nie trzeba ich nosić cały czas)
  • termos + herbatę w saszetkach
  • gotówkę (nie wszędzie zapłacić można kartą płatniczą)
  • rzeczy osobiste/ bielizna

GÓRY SOWIE I ATRAKCJE W OKOLICY

Rzeczka oraz jej okolice znane są z wielu walorów turystycznych, a także interesujących miejsc które warto odwiedzić. Zatem jeśli chcecie zrodbić sobie przerwę w narciarskich szaleństwie lub po prostu narciarstwo Was nie kręci- nadal macie mnóstwo atrakcyjnych alternatyw na spędzenie czasu wolnego (co ważne: właściwie bez względu na porę roku).

O nartach z dziećmi w Rzeczce pisaliśmy w osobnym tekście polecając Wam cudowną rodzinną chatę, w której warto się zatrzymać. Przeczytacie o tym tu
 
W okolicy są też inne atrakcje, które warto odwiedzić będąc w Górach Sowich, na przykład:
 
  • Uzdrowisko Jedlina Zdrój i Pałac Jedlinka z własnym browarem oraz ciekawą historią.
  • Sztolnie pohitlerowskie w Walimiu – zbudowane podczas II wojny światowej jako część kompleksu militarnego programu “Olbrzym”(“Riese”) – niezwykła lekcja historii (na dodatek atrakcja niezależna od pogody!). Pozostałe sztolnie komleksu “Olbrzym” : Osówka, Głuszyca, Włodarz położone są w promieniu kilku/kilinastu kilometrów dalej.
  • Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim to ponad 700 lat historii otoczone z trzech stron przez Jezioro Bystrzyckie, na którym znajduje się imponująca tama.
  • Zamek Książ – położony w Wałbrzychu i oddalony od Rzeczki 40 minut jazdy samochodem może stanowić fantastyczny cel całodniowej wycieczki – zwłaszcza jeśli połączymy zwiedzanie zamku ze słynną Palmiarnią oraz Stadniną Koni oraz mniej znanym, lecz przepięknym zamkiem Stary Książ, o którym pisaliśmy w osobnym tekście. 

 Odkrywaj z nami Dolny Śląśk! 

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *