Tajlandia z małym dzieckiem- jak się przygotować?

Jesień to najlepszy czas dla łowców tanich lotów, także tych międzykontynentalnych. Jeśli więc jesteście na tropie fajnej lotniczej okazji i myślicie o wybraniu się w jakimś egzotycznym kierunku, a na dodatek zabieracie ze sobą dzieci to pewnie poszukujecie w internecie wskazówek: co zabrać, na co uważać i dokąd pojechać.

PIERWSZE EGZOTYCZNE WAKACJE Z DZIECKIEM

My na pierwsze egzotyczne wakacje z dziećmi polecamy Tajlandię. Przemierzaliśmy ją przez miesiąc z naszą wtedy czteromiesięczną Igą i trzyletnią Zoją. Przygotowując się do podróży najpierw przeszukaliśmy internet pod kątem informacji o pieluszkach, komarach i temperaturach, rozmawialiśmy z lekarzami i innymi podróżnikami, a potem wszystko sprawdziliśmy na własnej i naszych dzieci skórze. 
 

Co więc warto wiedzieć wybierając się tam z małymi dziećmi? Przed Wami kilka podstawowych sprawdzonych rad, które sprawią, że Wasz bagaż będzie lżejszy, a pobyt w krainie uśmiechniętych ludzi oswojony jeszcze przed wylotem.

 

JAK DUŻE MUSI BYĆ DZIECKO ŻEBY JE ZABRAĆ W PODRÓŻ?

Lot do egzotycznego kraju z małymi dziećmi zazwyczaj przysparza rodzicom sporo lęków i wątpliwości. Dzieje się tak dopóty, dopóki nie przekonamy się na własnej skórze, że taka podróż potrafi być naprawdę dobrym pomysłem. Nasze początki wcale nie były proste. Kiedy Zoja była maleńka też chcieliśmy wybrać się w podobną podróż, ale ostatecznie zabrakło nam odwagi. Tak bardzo bałam się, że Zojce „coś się stanie”, że odłożyłam to marzenie na później. Kiedy miał być lepszy moment? Byłam mocno przekonana, że lepiej zwiedzić świat kiedy Zoja będzie starsza, co dla mnie jednoznacznie oznaczało, że bezpieczniejsza.
 
 

ZABIERZ DZIECKO W PODRÓŻ!

Gdy na świat przyszła Iga i widmo dłuższej podróży podczas urlopu macierzyńskiego znów ujrzało światło dzienne, okazało się, że mimo, że minęły od poprzednich rozważań aż trzy lata, to ja wcale o Zoję mniej się nie boję. Bałam się tak samo o mojego małego niemowlaka i trzyletniego przedszkolaka. I zrozumiałam, że będę się o nie bała już zawsze i że zawsze będę chciała ochronić je przed wszystkim. Ale najgorszym sposobem jest zostać z nimi w domu. Nie chcąc odkładać życia na później najpierw napisałam tekst Zabierz dziecko w podróż, a potem rozpoczęłam przygotowywanie nas do wyruszenia w drogę. To była jedna z najlepszych decyzji w naszym wspólnym życiu!

JAK ZORGANIZOWAĆ PODRÓŻ NA WŁASNĄ RĘKĘ?

Zasadniczym warunkiem jest jednak odpowiednie przygotowanie, co dla rodziców, nie powinno być żadną niespodzianką. Wyjeżdżając z dziećmi do babci na obiad, nad morze do hotelu all inclusive lub w góry – wszędzie musimy zabrać potrzebne nam rzeczy. Inne zabieramy oczywiście pod namiot, inne gdy spędzamy wakacje w pensjonacie, jeszcze inne, gdy zabieramy pociechy do kraju o zupełnie odmiennych zwyczajach i kulturze. 
 
O tym, jak zasadniczo przygotować się do dalekiej podróży z dziećmi napisaliśmy w poście Jak zorganizować podróż na własną rękę? Dziś praktyczne informacje na temat tego, co warto wiedzieć wybierając się do Tajlandii z małymi dziećmi.

PIELUSZKI I KOSMETYKI

Dopóki na drodze nie stanie bezkresna pustynia lub dzika dżungla możemy być spokojni: tam, gdzie są dzieci, tam muszą być też pieluszki. Odnosząc się konkretnie do Tajlandii dodam, że w obecnych na każdym kroku sklepach popularnej sieci 7 Eleven znajdziecie pieluszki różnych marek i w różnych rozmiarach. Podobnie jest z nawilżanymi chusteczkami – kupicie je bez problemu. Dodatkowo znajdziecie w 7 Eleven podstawowe kosmetyki do pielęgnacji dla małych i dużych. 
W dużych miastach, takich jak Bangkok czy Chiang Mai, są duże drogerie Boots – tam wybór artykułów kosmetycznych jest podobny do tego, jaki mamy w Polsce. 
 

To, czego nie widziałam, ale zaopatrzyłam się jeszcze przed wyjazdem to małe żele antybakteryjne do rąk. Warto mieć je przy sobie, zwłaszcza, ze w Tajlandii, jak i w całej Azji, życie toczy się na ulicy, więc jedząc tu i pijąc warto i sobie, i dzieciom co jakiś czas myć ręce „na sucho”. Idealnie sprawdził się u nad żel Carex.Warto też w Polsce zaopatrzyć się w kremy z filtrem UV, ponieważ na miejscu nie ma zbyt dużego wyboru, a i ich cena jest znacznie wyższa niż w naszym kraju. Mineralnych filtrów w ogóle nie widziałam.

WÓZEK CZY NOSIDŁO?

To był chyba nasz największy znak zapytania w całych przygotowaniach do podróży. Generalnie w internecie nie znaleźliśmy wielu praktyków poruszania się po azjatyckich ulicach z wózkiem dziecięcym, jednak intuicyjnie czuliśmy, że z czterema kółkami będzie nam łatwiej. Wyobrażaliśmy sobie wiele sytuacji, w których Iga jest niesiona w nosidle, a Zoja zazdrosna o młodszą siostrę odmawia spaceru lub kiedy na azjatyckiej ulicy Zoja nam znika z oczu w tłumie. Takie obrazy załatwiły podjęcie decyzji o zabraniu wózka. W domu używamy wózka polskiej firmy Bebetto: jesteśmy z niego bardzo zadowoleni, jest stabilny, zwrotny i.. duży. To dyskwalifikowało go w kontekście Tajlandii. Potrzebna nam była spacerówka, która po złożeniu nie zajmuje dużo miejsca (to ważne podczas jazdy lokalnymi busikami i tuk tukami) oraz która rozkłada się do pozycji leżącej. Rynek oferuje mnóstwo takich wózków, ale kupna nowego nie braliśmy pod uwagę, głównie z tego względu, że wciąż dopuszczaliśmy możliwość zostawienia go na miejscu jeśli okaże się, że ruch tajski i ichniejsze ulice oraz brak chodników nas przerastają. Zdecydowaliśmy się więc na kupno spacerówki z drugiej ręki i był to strzał w 10!
 

CZYLI W KOŃCU CO???

Zabraliśmy więc ze sobą nosidło Tula dla Igi i wózek spacerowy dla Zojki. Już drugiego dnia okazało się, że z wózka częściej korzysta Iga, a Zojka kiedy traci siły jest niesiona w nosidle, ale na plecach – taką możliwość daje bowiem Tula. 
Wózek idealnie sprawdził się też jako miejsce drzemek Igi, których z uwagi na jej niespełna 4 miesiące było jeszcze całkiem sporo w ciągu dnia. W wózku było też Idze „chłodniej” niż w Tuli, w której od tulenia się w czterdziestostopniowym upale pot kapał nam obu po rękach. Nosidło z kolei służyło nam wszędzie tam, gdzie nie wjechalibyśmy wózkiem: do świątyń z setkami schodów czy najwyższą górę Tajlandii, Doi Inthanon.

JAK PODRÓŻOWAĆ PO TAJLANDII?

Kto był w Azji ten na hasło: ruch uliczny reaguje z charakterystycznym uśmiechem lub machnięciem ręki co ma oznaczać: „Trudno to opisać słowami”. Dla tych, którzy jeszcze nie byli napiszę, że w skrócie polega to na tym, że jadą wszyscy, a światła, jeśli są, to są tylko sugestią. 
 
Podróżując po Tajlandii musimy się zatem przygotować na to, że zasady tego podróżowania będą zgoła inne od tych, do których przywykliśmy w Europie. 
 
Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że nie ma obowiązku przewożenia dzieci w fotelikach. Raz wypożyczyliśmy tam samochód: w wypożyczalni nie było fotelików, a my zostaliśmy uspokojeni, że policja tego nie wymaga. Z własnym strachem o zdrowie i życie dzieci trzeba poradzić sobie samemu. Ale dotyczy to całego wachlarza środków komunikacji w Tajlandii. Tu na porządku dziennym jest przewożenie całych rodzin na jednym skuterze czy siedzenie na jednym miejscu w autobusie przez dwie osoby. 
 

TUK-TUK CZYLI TANIO-TANIO!

 
Alternatywą dla samochodu może być więc tuk-tuk czyli popularny azjatycki mix motoru z budką do przewożenia ludzi. Tuk tuk w dosłownym tłumaczeniu oznacza tanio-tanio, nie oczekujmy więc pasów, fotelików czy innych udogodnień. Zojka pokochała wszystkie tuk tuki całym sercem, uwielbiała czuć wiatr we włosach podczas jazdy nimi, a Igusia w tym czasie często słodko spała wtulona we mnie. 
 
Autobusami podróżowaliśmy kilka razy. Tu, oprócz pisania o bezpieczeństwie, trzeba wspomnieć o szalejącej klimatyzacji. Zawsze mieliśmy w bagażu podręcznym otulacz dla Igi, bluzy i skarpetki dla dziewczynek. Plus siatkę jedzenia, bo to, że autobus w rozkładzie jazdy ma jechać  godziny wcale nie oznacza, że nie będzie jechał dłużej. Czas, zwłaszcza w lokalnych autobusach, jest pojęciem względnym. 
 

NA SKUTERZE Z DZIECKIEM?

Nasza tajska podróż nie byłaby dopełniona bez włączenia się do ruchu na skuterkach. To chyba najpopularniejszy środek lokomocji w całej Azji! Wypożyczenie skutera to koszt około 20 złotych za cały dzień. Kaski dla dorosłych dostaje się przy odbiorze skutera, dla dzieci nie widzieliśmy niestety nigdzie. W mieście pewnie byłoby to dla nas zbyt karkołomne by brać na siebie taką odpowiedzialność, jednak na północy Tajlandii, która obfituje w wioski zamieszkałe przez etniczne plemiona, nie ma innego sposobu, jak dotarcie na skuterze właśnie. Ruch na tych drogach jest znikomy więc odważyliśmy się i wsiedliśmy na dwa skutery przemierzając okoliczne ścieżki i pola herbaciane.

Największą jednak naszą przygodą było wypożyczenie na wyspie skuterka z dołączoną przyczepką.  To taki standardowy pojazd do rozwożenia jedzenia na ulicy. Zmieściliśmy się do niego całą rodziną, więc piskom i radościom nie było końca! Wcześniej nie widzieliśmy, żeby coś podobnego można było wypożyczyć, ale miejcie oczy otwarte – to z pewnością będzie niezapomniana atrakcja!!!

 
 

ZABAWKI DLA DZIECI

Zapakowanie wszystkich niezbędnych rzeczy dla czterech osób w dwa plecaki było dla nas sporym wyzwaniem. Mimo, że sukcesywnie skreślałam z listy rzeczy do zabrania wszystko, co tylko dało się skreślić i skrócić tym samym ją do minimum to jednak plecaki prawie pękały w szwach. 

Fajnym rozwiązaniem na zebranie w jednym miejscu zabawek dla dzieci był malutki plecaczek Zojki, który postanowiliśmy dla niej zabrać. Był to świetny pomysł, bo naśladując nas, dorosłych, Zoja przez całą podróż dbała o swój plecak, pilnowała go i skrupulatnie pakowała „swoje rzeczy”, czyli zabawki.W sumie w plecaczku znalazło się kilkanaście klocków z serii Lego Duplo, książka do czytania na dobranoc, miś do przytulania, kilka kredek i kolorowanki. Dla Igi zabraliśmy po prostu kilka gryzaków.

UBRANKA DLA DZIECI

My zabraliśmy zdecydowanie za dużo ubrań dla naszych dzieci. Na dodatek kupiliśmy dla nich na miejscu kilka lokalnych ciuszków za grosze. Nie dość, że na tamtejsze warunki pogodowe były bardziej przewiewne niż nasze bawełniane ubrania, to jeszcze po powrocie stanowiły sympatyczną pamiątkę. Ubrania dla małych i dużych dostępne są wszędzie, w ogromnych ilościach są zawsze tam, gdzie pojawiają się turyści, więc nie ma problemu z ich znalezieniem. Jeśli jednak zależy Wam na ubrankach z bawełny ekologicznej lub bambusa to od razu dodam, że takowych łatwo nie znajdziecie, a już na pewno nie na ulicznych straganach.

LISTA RZECZY DO ZABRANIA

– chustkę lub/i kapelusz chroniące przed słońcem

– otulacz bambusowy: do klimatyzowanego autobusu i jako kocyk podczas odpoczynku na trawie

– kilka miękkich, przewiewnych koszulek, spodenek, sukienek
– dla niemowlaków bawełniane/bambusowe bodziaki z krótkimi rękawami
– jedną parę skarpetek
– jedne długie spodnie
– jedną bluzę rozpinaną
– piżamki z długimi rękawami, zwłaszcza, jeśli planujecie noclegi w klimatyzowanych pokojach, choć w innych to- zwłaszcza z dziećmi- mało komfortowe jest.W każdym hostelu, pensjonacie czy hotelu jest usługa prania: oddaje się rzeczy rano i odbiera suche wieczorem. Korzystaliśmy z tej opcji chętnie, choć dla rzeczy Igi- z uwagi na jej wiek- zabrałam kilka kapsułek z płynem do prania dla niemowląt.

EPILOG

Na koniec dodam, że Tajowie to jedni z najpogodniejszych ludzi świata. Są bardzo otwarci w stosunku dzieci i chętni do zaopiekowania się nimi. Niejednokrotnie zdarzyło nam się, że podczas gdy my w jedliśmy w obiad w przyulicznej knajpce nasza Iga wędrowała na ręce uśmiechniętych i gotowych do opieki Tajek.

Tags from the story
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *