Cztery pory roku w Rezerwacie Żurawiniec w Poznaniu

To będzie krótka historia o tym, że ciekawość świata pobudza do działania, owocuje pięknymi zdarzeniami, rozwija i uczy. Teoretycznie wszystko to, co jako podróżnik powinnam wiedzieć, ale jak się okazuje – też czasem błądzę.

HISTORIA Z MORAŁEM

Przez kilka lat mieszkałam w pobliżu pewnego lasku. Znałam go widzenia tylko z obrzeży: nieciekawy, trochę straszny, zaśmiecony. Z ławeczką tu i ówdzie dla klientów pobliskiego sklepu. Mijał rok za rokiem, a ja patrzyłam na niego wciąż „z zewnątrz” stojąc na przystanku autobusowym, który jest tuż obok, przechodząc przy nim chodnikiem i przyspieszając wtedy kroku, jakby jego bliskość miała wywołać jakieś niebezpieczeństwo. W lokalnej prasie natomiast rzucały mi się w oczy artykuły o napadach i próbach gwałtu w lesie pod moim domem. No dobra – raz na taki artykuł trafiłam. Ale „lasek” w mojej głowie już zdemonizowałam.
 
Po kilku latach, kiedy zaczęliśmy iść z Bedu razem przez życie, on pewnego dnia zapytał: „Pójdziemy na spacer do Rezerwatu Żurawiniec?”. Kiedy rozwinął myśl, uświadomiłam sobie, że mówi o „lasku”. Rezerwat? Zabrzmiało atrakcyjnie, przestronnie, dziko. Wyszliśmy z domu, przeszliśmy przez ulicę, minęliśmy pierwsze drzewa – te, na których zaczepiły się torebki popychane wiatrem- i po chwili zrozumiałam, co mnie omijało przez tyle czasu! Labirynt dróżek dawał tyle możliwości!
 

NIE TAKI REZERWAT STRASZNY

Rezerwat Żurawiniec był pierwszym celem spaceru we trójkę, kiedy Zoja przyszła na świat. Chodzimy tam w te dni po pracy, kiedy czas nie pozwala na zorganizowanie dłuższej wycieczki, kiedy przyjeżdżają do nas znajomi i jest potrzeba, żeby wstać i pójść się gdzieś przejść. Każdy, kto jest tu z nami pierwszy raz mówi: „Wspaniale mieszkacie! Taka zieleń pod nosem!”. Ci, którzy tu z nami wracają, powtarzają: „Ale macie szczęście, że tu mieszkacie! Tyle atrakcji pod nosem!”. Bo oprócz spacerów przychodzimy tu na plac zabaw, korzystamy z siłowni na świeżym powietrzu, biegamy, jeździmy na rowerach i przesiadujemy na ławeczkach – mimo, że wcale nie jesteśmy klientami wspomnianego wcześniej sklepu 😉  Są tacy, którzy mówią, że rezerwat jest zatłoczony – i trudno się dziwić: z dwóch stron otaczają go duże poznańskie osiedla. Warto jednak wybierać drogi mniej uczęszczane, żeby nie widzieć żywej duszy, słuchać śpiewu ptaków i szumu drzew.
Dowodem na istnienie takich ścieżek są zwierzęta spotykane na drodze. Od czasu do czasu widzimy w Żurawińcu sarny, wiewiórki, dzięcioły duże, a kilka razy nawet byliśmy ostrzegani przed dzikami. 
 
Morał z historii jest taki: czasem na końcu świata szukamy rzeczy, które mamy tuż pod nosem. Czasem patrzymy daleko nie widząc, co jest tuż obok. Codziennie warto budzić w sobie odkrywcę by nie pozwolić, żeby nasza chęć poznawania świata zapadła w długi sen. Okazje są na wyciągnięcie ręki.
 

REZERWAT ŻURAWINIEC

„Żurawiniec” to rezerwat przyrody na granicy Naramowic i Piątkowa. Zajmuje obszar 1,47ha. Założony został w 1959r. w celu ochrony roślinności torfowiska przejściowego, która na skutek zabudowy i zadeptywania Żurawińca obecnie właściwie już tu nie występuje. W ostatnich
miesiącach społecznicy i Rada Osiedla Naramowice podjęła inicjatywę ratowania rezerwatu. Zlecone ekspertyzy wykazały, że jest szansa na przywrócenie warunków sprzyjających torfowisku, znalazły się na to nawet fundusze. Trzymamy kciuki za uratowanie Żurawińca.

Wiosna 

 

Lato

 
 
 

Jesień

 
 
 

Zima

 

 
 

 

 
Tags from the story
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *