Toyota Off-Road Festival 2015 cz. I

Kolejny weekend i kolejna impreza offroadowa. Tym razem zorganizowana przez Toyota Land Cruiser Adventure Club we wsi Włościejewki na terenie Autodromu 4×4
 
Ponieważ dzisiejszy dzień, to początek długiego weekendu to od rana mamy powolne ruchy, w myśl zasady: „Robimy wszystko wolno, nie szybko. Bo liczy się wolność, nie szybkość”.  Wczoraj przygotowałem auto do wyjazdu i na dzisiaj zostało nam tylko spakowanie rzeczy kuchennych oraz ciuchów. Szybka akcja pakunkowa, rzut oka na Google Maps w poszukiwaniu szutrowych dróg dojazdowych i w drogę! Przed nami nieco ponad 60 km, więc impreza jest dość blisko. 
Na miejsce dojeżdżamy 15 min po otwarciu rejestracji, także mamy niezłe wyczucie czasu. Odbieramy pakiet startowy, orientujemy się w planie, atrakcjach i organizacji imprezy. Wjeżdżamy na teren obozowiska znaleźć dogodne miejsce do rozbicia się. Pomimo wczesnego przybycia na miejscu jest już kilka załóg i znalezienie ustronnego miejsca nie jest najłatwiejsze. W końcu się udaje. Rozbijamy się na końcu obozu, na górce, z której mamy widok na wszystkich oraz na autodrom.

 

 

 
Ponieważ organizatorzy przygotowali ponad 300 km tras w oparciu o roadbooki, to naszym głównym celem festiwalu jest nabijanie kilometrów – po zeszłotygodniowej imprezie pozostał niedosyt. Kolejne rozstawianie naszego obozu idzie nam jeszcze sprawniej i w kilkanaście minut wszystko jest gotowe. Przed wyjazdem Zojka musie jeszcze zjeść obiad. Ja wykorzystuję ten czas na wprowadzenie zmian do roadbooków, które dostarczył nam organizator.
 

 

 

Pogoda nam dopisuje, więc nie ma na co czekać. Ruszamy przed siebie, zwłaszcza, że Zojka spała dzisiaj tylko 30 min i drzemka dobrze jej zrobi. 
Przygotowanych jest pięć tras i postanawiamy „robić” je po kolei. Pierwsza trasa – „Miłe złego początki” liczy sobie nieco ponad 30 km i świetnie nadaje się na rozgrzewkę. Dodatkową atrakcją każdej trasy jest „foto safari”, czyli musimy odnaleźć w terenie różne obiekty, których zdjęcia znajdują się w roadbooku i wpisać na którym kilometrze dany obiekt się znajduje. No i w tym miejscu pojawia się pytanie: Jechać szybko czy uważnie? 
W zeszył tygodniu tempo było spacerowe, ale jechaliśmy w grupie. Teraz jesteśmy sami i szutry kuszą, żeby jednak trochę przyśpieszyć. Decydujemy się połączyć szybkość z uwagą. Efekt tego jest taki, że nie udaje nam się odnaleźć wszystkich obiektów, ale nie to się dla nas liczy. Spotykamy dużo zwierząt, jeździmy po naprawdę ciekawych miejscach i bawimy się świetnie!
 

 

 

 

 

Plan mamy taki, żeby po przejechaniu trasy pierwszej wrócić do obozu na obiad i z pełnymi żołądkami ruszyć dalej. Ale Zojka nie chce kimnąć. Ledwo żyje, marudzi ale nie śpi. Zapada decyzja, że od razu wjeżdżamy na kolejną trasę, która tym razem liczy niecałe 100 km i nosi nazwę „Tam i z powrotem”. Przejeżdżamy dosłownie obok wjazdu na autodrom, bo tam kończy się jedna a zaczyna druga trasa. Szutry, piachy, łąki, pola, kamienie, płyty betonowe, asfalt, żwir. Jest po czym jeździć, choć jest zdecydowana przewaga szutrów i fajnie, bo można szybciej 😉 Sporą część obiektów w naszym foto safari zajmują przydrożne kapliczki. Przyznać trzeba, że jest ich naprawdę imponująca ilość. Cieszą oko, są zadbane no i jakoś miło się obok nich przejeżdża. Nie jeździmy po żadnych archidiecezjalnych szlakach ale przejeżdżamy również obok Bazyliki Świętogórskiej w Głogówku koło Gostynia. W tym miejscu jest połowa naszej trasy, więc od tego miejsca zaczynamy wracać.
 

 

 
Uśmialiśmy się również w momencie, w którym trafiliśmy na stado krów na drodze. Droga szutrowa, w oddali niewielka osada ludzka i krowy…poczuliśmy się jak na bezdrożach Bałkanów 🙂 No i zdjęcie, które Anula zrobiła w idealnym momencie: krowa na jednej nodze! 🙂
 

 

 
Wracamy do naszego obozu totalnie wygłodniali, więc prędkość na ostatnich kilometrach nieco wzrasta. Z drugiej strony cieszy mnie bardzo szybka jazda po szutrach lub piachu. Można się poczuć jak na rajdzie Paryż – Dakar 😉
Na campie rozpalamy grilla, otwieramy piwo i wino i delektujemy się mijającym dniem nie mogąc doczekać się jutra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *