Toyota Off-Road Festival 2015 cz. II

     Dzisiejszy dzień zaczynamy dość wcześnie, choć z drugiej strony późno. Zojka w ostatnim czasie wstaje o 05:10 ale dzisiaj po przebudzeniu skacze trochę po nas, tuli się i w końcu zasypia, więc daje nam pospać i wstajemy po 06:00 😉 Noc była zdecydowanie cieplejsza niż w ubiegłym tygodniu. Poranek jest chłodny, więc z przyjemnością zasiadam z kawą w ciepłych promieniach słońca. Zojka towarzyszy mi jedząc pierwsze śniadanie.
 

 

 
Zdecydowana większość biwakujących jeszcze śpi. Lubię taką wczesną porę, kiedy jest duży spokój, Słońce rozpoczyna ogrzewać ziemię, namioty, przyczepy i z każdą minutą robi się coraz cieplej. W okresie letnim łatwo rozpoznać, ze dzień będzie gorący skoro już o świcie jest podejrzanie ciepło. Ponieważ taki wyjazd to takie małe „holideje”, to nigdzie się nie śpieszymy, niczym nie napinamy… 
Plan na dzień dzisiejszy zakłada przejechanie dwóch tras w oparciu o roadbooki. Trasa 1: „Wiosłem i reduktorem” o długości 56,80 km. Trasa 2: „W stepie szerokim” o długości 53,86 km. Pierwszą trasę ma pilotować Anulka, drugą ja. 
Krzątamy się leniwie po obozowisku, organizujemy poranną toaletę i śniadanie.

 

 

 

 

Po śniadaniu ruszamy do recepcji zapisać się na Adventure Trophy zorganizowane na terenie autodromu. Przy okazji podglądamy jak ludzie rozwiązują problem noclegu w samochodzie. Trochę z ciekawości, trochę dla inspiracji, trochę, żeby Wam pokazać 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

W gąszczu namiotów dachowych, stacjonarnych oraz hamaków są jeszcze zabudowy sypialne zamontowane w samochodach. Niebawem zaprezentujemy to rozwiązanie 😉

W pełni ogarnięci, z pełnymi żołądkami ruszamy na pierwszą tego dnia wycieczkę. Ja za kierownicą, Anula na miejscu pilota, dzidzius z owcą z tyłu. Dzisiaj znowu planujemy wrócić na obiad przed wyjechaniem na drugą trasę, ale w końcu plany są po to, żeby je zmieniać! Zobaczymy co się wydarzy.
Trasa „wiosłem i reduktorem” zakłada przeprawę promową. Reduktor zapinamy i tak codziennie, ponieważ kiedy jest nie zapięty, to w piasku bardzo łatwo stracić kontrolę nad szybko jadącym samochodem. 
 

 

 

W roadbooku znajdujemy informację napisaną drobną czcionką, żeby przeprawić się przez Wartę…bo warto 😉 a w miejscowości Orzechowo odnaleźć kapliczkę upamiętniającą wydarzenia z historii miasteczka – będzie nagroda. 😉 Przeprawiamy się i odnajdujemy kapliczkę. Jest tu ona postawiona na pamiątkę wydarzeń jakie miały miejsce ponad 110 lat temu. Osiem dziewcząt w wieku komunijnym oraz flisak i jego pomocnik utopili się w Warcie płynąc do kościoła w Dębnie na Komunię…

 

 

 

 

 

 
Po przejechaniu trasy nr 1 dnia dzisiejszego, zgodnie z planem wracamy na autodrom na obiad i popołudniowy relaks. Jest gorąco na maxa, więc uruchamiamy Zojce basen, ja otwieram zimne piwko i relaksuję się w cieniu parasola a Anulka praży się w Słońcu.
 

 

 

 

 

 
Po obiedzie i uzupełnieniu płynów ruszamy na kolejną trasę. Anula za kierownicą, ja z zimnym piwem i roadbookiem w ręce na miejscu pasażera. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów, na trasie spotykamy „naszych” i ustalamy, że jedziemy razem. Odpalamy CB, żeby być w kontakcie, wspólnie wyszukujemy punktów do foto safari i w kłębach kurzu razem dojeżdżamy prawie do końca trasy. Ekipa odbija w stronę miasta a my już sami wracamy na autodrom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *