TLC Camp 2015 cz. III (ostatnia)

Kolejny dzień pobytu na campie. Jak się okazało, wiele załóg nawet nie odpaliło silnika w swoich samochodach racząc się samym biwakowaniem. My po krótkich namowach przekonaliśmy ludzi, z którymi wczoraj podróżowaliśmy, żeby dzisiaj wybrać się na tego „trudniejszego” roadbooka. Warunek jeden: my prowadzimy, a oni nie zabierają roadbooków. Roadbook wygląda następująco: Pierwsze 30 km to dojazd do „fakultetu dla wytrwałych”, czyli toru off road w Łasku, a tam chętni i odważni mogą się taplać w błocie, upalać maszyny i kopać się w piachu. Później powrót ok 30 km w oparciu o książkę przejazdu lub 12 km asfaltem.
 
 
 

 

Trasa przejazdu pomimo, że ma ten sam początek co trasa z dnia wczorajszego, szybko odbija w przeciwnym kierunku i zaczyna się jazda. Technicznie jest poziom wyżej, ale dalej przyjemnie turystycznie.

 

 
Wczoraj pod prysznicem spotkałem człowieka, który przyszedł się wykąpać w mokrych spodniach. Założyłem (trafnie), że wrócił z trasy, którą my dzisiaj pokonujemy. Podpytałem go o warunki na trasie, bo milczący jest na AT’kach (rodzaj opon), my z 1,5 rocznym dzieckiem itd. No i miły kolega mówi mi, że trasa ok, że jedynie w rzece trzeba uważać, bo oni utopili furę, więc trzeba zachować czujność.
Ponieważ to my prowadzimy naszą grupę i robimy to pierwszy raz w życiu, więc czujność musi być wzmożona. W końcu w kratce roadbooka pojawia się nie do końca zrozumiała dla nas grafika. Szybko odczytujemy ją jako zmianę kierunku jazdy o 180 stopni, tylko jak? gdzie? Nagle przed nami wyrasta rzeczka, wzdłuż której do tej pory jechaliśmy, ale ukryta była w gąszczu krzaków. Jest przejazd przez nią i mostek nad nią. Wszystkie samochody przejeżdżają przez mostek. My jako pierwsi, zatrzymujemy się przy przejeździe przez wodę, no bo kusi… 🙂 W naszych głowach dobrze nie ułożył się plan wodnej przeprawy a tu zza nas wyrwał się Grzegorz i z impetem wbił się w dno rzeki. Efekt tego był taki:
 

 

 

Przy przekraczaniu koryta rzeki należy ZAWSZE zachować wzmożoną czujność. Przed przejazdem należy wysiąść z samochodu i za pomocą kija przesondować dno. Jeżeli się tego nie zrobi, to należy liczyć się właśnie z takim finałem. Myślę, że koleś, którego spotkałem wczoraj zrobił dokładnie to samo.
 
Od rzeki do toru off road dzieliło nas już kilka kilometrów, więc na miejscu chwilę się pobawiliśmy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie katowaliśmy swoich aut, tak jak robili to niektórzy zawodnicy. Mimo to i tak było się gdzie bawić. Nastał czas odwrotu, a my nijak nie mogliśmy wbić się w trasę w oparciu o roadbooka. Kilka podejść, prób, rozmów z innymi załogami. Uznaliśmy, że szkoda czasu na błądzenie i wracamy asfaltem. Na campie spróbujemy zorientować się u organizatorów co nie tak jest z opisem trasy i najwyżej wrócimy tutaj (12 km), żeby przejechać trasę. 
Na campie obiad i ta niepewność: czy otwierać zimne piwo czy jeszcze gdzieś pojedziemy… 😉 Zadzwonił milczący, że rozmawiał z jakimś kumplem i w pobliżu jest nieczynna kopalnia odkrywkowa, która jest ewenementem na światową skalę i że może warto to zobaczyć i tam pojeździć(?) Nam pasuje. Jedziemy! Po kilkunastu minutach przyszedł do nas Piotr z informacją, że jednak do kopalni jest dalej niż bliżej, że w sumie to czasu może zabraknąć no i że oni prawdopodobnie już dzisiaj będą zawijać do Poznania. Krótka rozmowa sprawiła, że jak siedzieliśmy wygodnie w pełni zrelaksowani, stwierdziliśmy, że pakujemy się w trybie ekspresowym i również zawijamy. Ciemne chmury zasłoniły niebo, czuliśmy, że za chwilę lunie, a i tak jutrzejszy dzień jest mocno napięty. W momencie, w którym zapakowaliśmy się do auta lunęło.
 

 

 
 
Był to nasz pierwszy Camp. Było naprawdę bardzo fajnie. Była masa dzieciaków i atrakcji dla nich. Zojka jest jeszcze zbyt mała, żeby ogarnąć to co zostało przygotowane dla najmłodszych, więc za kilka lat będzie zachwycona! Wiemy, że za rok znowu się zameldujemy w Stajni Gajewniki.
W sumie przez Campa przewinęło się ponad 160 załóg i był to największy do tej pory zorganizowany Camp. Dziękujemy organizatorom i naszym towarzyszom za wspólnie spędzony czas. Do zobaczenia za rok.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *