Wielkanoc u stóp SoWielkanoc u stóp Sokolich Gór

Plany wielkanocne mieliśmy sprecyzowane kilka miesięcy wcześniej. Wiedzieliśmy, że spędzimy je na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, a naszą bazą będzie agrogospodarstwo Pod Amonitem w Zrębicach. Miejsce spędzania Świąt zostało wybrane nieprzypadkowo. Po pierwsze na tych terenach urodził się i wychował Ojciec Anuli, po drugie nasze gospodarstwo było już sprawdzone, no i po trzecie, najważniejsze, chodziło o to, żeby po prostu na Święta Wielkanocne gdzieś wyjechać i żeby nasi Słowacy mieli krótszą drogę do pokonania. 

 

Po śniadaniu wszyscy ruszamy na spacer, z pierwszym przystankiem zlokalizowanym w kościele św. Idziego ażeby tam dokonać ceremonialnego poświęcenia tego, co każdy w koszyku niesie. U nas koszyki miały tylko Magdalenka i Zoja, choć i tak w noszeniu dobrodziejstw trzeba było dziewczynkom pomagać.

 

 
Zrębice są bardzo związane z osobą św. Idziego. Dużo historii i znaków obecności Świętego można spotkać na każdym kroku. Tuż przed samym kościołem znajduje się istne centrum informacji turystycznej w wydaniu „by Zrębice”. 
 

 

 
Przyszliśmy na mszę o godz. 11:00, byliśmy nawet chwilę przed czasem. Dzięki temu ze spokojem mogliśmy poznać długą historię kościoła, która ma swój początek w 1334r., bo już wtedy istaniała tu parafia. Wokół kościoła rosną ok. 300-letnie zabytkowe lipy, których w pełnej krasie nie było nam dane podziwiać o tej porze roku.
 
 
Przy kościele leży palma przygotowana pewnie przez mieszkańców. W ogóle na wsi, to jakoś inaczej ceremonia święcenia pokarmów przebiega, jakoś bardziej czuć klimat. No i ci młodzi strażacy pilnujący grobu, że „nawet im brewka nie tyknie”.
 
 
Po święceniu wracamy na tor naszego spaceru. Kierunek: Kapliczka oraz źródełko św. Idziego. A jako przedsmak sam sw. Idzi we własnej osobie:
 
 
Na tym etapie już wiemy, że Jan, Magda i Magdalenka wracają do domu – jest zbyt zimno. My natomiast, niestrudzeni podróżnicy, już w nieco pomniejszonej grupie ruszamy przed siebie.
 
 
Przyznać trzeba, że wszyskie szlaki jakimi się poruszaliśmy po Jurze były dobrze lub bardzo dobrze oznaczone, a to jak wiadomo sprzyja poznawnaniu.
Kapliczka znaduje się w bardzo urokliwym miejscu i myślę, że będąc tutaj można z wielką przyjamnością rozmawiać z samym sobą. Z dala od wszystkiego, a jednocześnie w miejscu z dobrą energią.
 
 
Kilkaset metrów dalej, znajduje się źródełko z wodą pitną. Istna gratka dla smakoszy dnia poprzedniego.
 
 
 
Niedaleko, za źródłem rozstajemy się z rodzicami Anuli. Oni wracają do domu, a my ruszamy do Rezerwatu Sokole Góry. Jest to drugi pod wzlędem wielkości rezerwat przyrody na Jurze. Składa się on ze wzgórz wapiennych, a jego najwyższy szczyt to Góra Pustelnica o wysokości ok 400m n.p.m. 
Plan mamy taki, żeby dojść zielonym szlakiem „Dróżki Więtego Idziego” do najbliższego skrzyżowania szlaków i wrócić do domu szlakiem czarnym, a później czerwonym. 
W drodze mijamy skałki św. Idziego.
 
 
Ponieważ pogoda dopisuje, dobrze i łatwo nam się idzie, to decydujemy się na wydłużenie naszej wycieczki i dzięki temu wchodzimy w głąb Rezerwatu.
 

 

 

 
Pustelnica, choć nie wysoka, to jednak daje znać o swojej sile, kiedy przepycham się z nią i z wózkiem. Finalnie „zdobywamy” górę, ale w drodze musieliśmy zrobić kilka przystanków na wyrównanie oddechu oraz odpoczynek dla mięśni.
 
 
 
Na niebie pojawiają się ciemne chmury, z których zaczynają spadać drobne krople deszczu, jest chłodno. Po chwili robi się ciepło i świeci Słońce. Widać również budzącą się do życia przyrodę. Pąki na drzewach zaobserwowaliśmy wcześniej, teraz widać, że promienie słoneczne bez problemu przedzierają się przez jeszcze nie zazielenione liście drzew i „ci” na samym dole również budzą się z zimowego letargu.

 

 

 

 
Nasza wycieczka (razem ze Święconką) trawała prawie 3h, a trasa liczyła ponad 10km. Rejon jest świetnie przygotowany zarówno pod turystykę pieszą, jak i rowerową. Ale nie jest to chyba żadne wielkie odkrycie. Ja w tym miejscu byłem pierwszy raz i bardzo mi się podobało. Jedynie w drodze powrotnej, kiedy wyszliśmy już z lasu dopadła nas zawieja śnieżna. W tle widać Sokole Góry.
 
 
Po powrocie do domu Zojka, jeszcze pomogła gospodarzom przestawić (a właściwie przepachać) ciągnik rolniczy, który ugrzązł w polu…
 
 
… i w nagrodę, dali jej się przejechać.
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *