Wartostrada, czyli co można robić w weekend w Poznaniu

W taki dzień jak dziś trudno jest usiedzieć w domu. Kiedy od rana słońce wciska się przez wszystkie szczeliny w żaluzjach jeszcze leżąc w łóżku wiemy, że coś fajnego trzeba wymyślić. Najchętniej ruszylibyśmy na rowery, ale wciąż jesteśmy na etapie poszukiwania „tego właściwego” fotelika dla Zojki. Pozostawała więc opcja wózkowo-piesza.
 
Poznańska Cytadela, Jezioro Malta, Stary Rynek – odpadły podczas preselekcji pomysłów z uwagi na porę niedzielną, co oznacza tłumy ludzi, a tego wolelibyśmy unikać. W tygodniu poszlibyśmy do Rezerwatu Żurawiniec, jaki jest tuż przy naszym domu, dziś jednak mieliśmy ochotę na coś zupełnie wyjątkowego.
 

KORYTO WARTY

Dwa kilometry od naszego domu znajduje się koryto Warty. Jak to za zwyczaj w polskich miastach bywa, zwłaszcza w miejscach oddalonych od centrum, zarówno droga prowadząca do rzeki, jak i okolica przy rzece nie zachęca do niedzielnych spacerów. Mimo wszystko postanowiliśmy sprawdzić – po raz pierwszy, a mieszkam tu od lat! – co kryje się za wielkimi rurami, które ciągną się nad ziemią i za krzakami, na których zaczepiły się brudne foliówki (chyba jeszcze jesienią…), słowem: co zaczyna się, gdy kończy się asfalt?
Dopóki szliśmy ulica Karpia otaczała nas miejska infrastruktura, gdy jednak doszliśmy do końca drogi, naszego spacer zaczął mieć charakter survivalowy. Grząskie ścieżki, ślepe zaułki, chaszcze. Gdy jednak przeszliśmy sto czy dwieście metrów, droga zaczęła się krystalizować. Wyglądało to tak, jak gdyby krzaki i porośnięte trawą hałdy były kotarą odgradzającą dziki, piękny rezerwat nad rzeką od reszty świata. 
 

 

 

Trasa naszej wycieczki ciągnęła się wzdłuż koryta Warty. Początkowo nie widzieliśmy rzeki, towarzyszyła nam za to niezwykła roślinność i coś w rodzaju rozlewiska po lewej stronie.  Wąska droga doprowadziła nas po jakimś czasie do małej polanki. Zojce na sam widok skończyła się cierpliwość i całą sobą oznajmiła, że ma dość siedzenia w wózku. W ten sposób po półgodzinnym spacerze spod domu doszliśmy do miejsca, gdzie mogliśmy w absolutnej ciszy wyciągnąć się na trawie, a Zoja mogła biegać bez ryzyka. 

 

 
 
 
 
Po krótkim odpoczynku zachęceni okolicznościami przyrody ruszyliśmy w dalszą drogę. Zoja oczywiście na nogach, bo nie znalazł się taki, który odważyłby się przerwać jej harce na świeżym powietrzu.  Im bliżej byliśmy brzegu rzeki, tym więcej miłośników spędzania czasu nad Wartą spotykaliśmy. Byli to i wędkarze, i rowerzyści, i ci, którzy w odrobinę odosobnionych cyplach lądu zatrzymywali swoje pojazdy, rozsiadali się na kocach czy przywiezionych turystycznych krzesłach i odpoczywali na łonie natury. Napisałabym, że odpoczywali słuchając szumu rzeki, ale nie
do końca… ten fragment brzegu rzeki znajduje się w okolicach mostu Lecha, więc nieodłączne są szumy… jadących samochodów. My jednak szliśmy dalej, przechodząc tym samym pod jednym w głównych poznańskich mostów- mostem Lecha. Codziennie przejeżdżam nim jadąc do pracy, stojąc w korku patrzę z zazdrością na tych, którzy w dole
błogo spędzają czas siedząc nad rzeką. Jak widać: raz na moście, raz pod mostem.
 
 
 
 

WARTOSTRADA

Tuż za mostem, na wysokości części miasta zwanej Wilczakiem, zaczyna się poznańska Wartostrada, czyli szeroka droga dla pieszych, rowerzystów i rolkarzy. Trasa położona jest tuż przy rzece i przez większą swoją część odgrodzona jest od ulicy dużym pasem zieleni. 
 
Wartostrada jest jednym z założeń strategii powrotu Poznania nad rzekę.  Docelowo ma połączyć most Lecha (ul. Lechicka) z mostem Przemysła (ul. Hetmańska). Celem miasta jest to, aby można było poruszać się wzdłuż poznańskich brzegów Warty.  Generalnie coraz więcej ludzi zaczyna się pojawiać na brzegach Warty, możliwie więc, że w przyszłości wzdłuż trasy zaczną także powstać kawiarnie lub inne atrakcje – czego sobie i miastu życzymy. 
 
W sobotę jednak nasz spacer Wartostradą zakończył się przy Cytadeli. Mając dwie możliwości powrotu do domu: autobusową i pieszą, przez Cytadelę, wybraliśmy oczywiście tę drugą. Pogoda dopisywała, Zoja zmęczona pieszą wędrówką pozwalała wieźć się w wózku aż do samego domu, czyli przez kolejnych sześć kilometrów. 
 
Z pewnością ta alternatywa trasy do samego centrum miasta z poznańskiego Piątkowa, gdzie mieszkamy, jest jednym z naszych największych miejskich odkryć. Let’s explore! More and more;)
 
Tags from the story
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *