Szczęśliwe dziecko na świeżym powietrzu

Spotkałam ostatnio znajomego, tatę dwuletniego chłopca. Wymienialiśmy się doświadczeniami na temat szybkiego usypiania, rozwijających zabawek przeplatając to zachwytami nad naszymi dziećmi. Gdy pojawił się temat wakacji, czasu wolnego, mój kolega oznajmił: „Ale z dzieckiem najlepiej czas spędzać w domu, prawda?”. I rozwinął swoją myśl, argumentując, że dzięki temu żaden plan nigdy nie weźmie w łeb, kiedy dziecko na przykład się rozchoruje, że nie trzeba brać kilku kompletów rzeczy na zmianę, bo dziecko wciąż się poza domem brudzi, bo nie wychodzi się z domu w wielką torbą pełną butelek i buteleczek, łyżeczek i śliniaczków i jedzenia na różne ewentualności. Zasadniczą kwestią jest też to, że rodzice zostając w domu ze swoją pociechą odpoczywają – bo przecież nie muszą biegać za dzieckiem, nieustannie pilnować, żeby nie jadło piasku i nie skubało trawki. W końcu czas wolny służy temu, żeby odpoczywać. 
Uff… 
Dałam mu adres naszego bloga mówiąc, że jak będzie leżakował w którąś sobotę w domu, niech koniecznie zajrzy i zobaczy, co robi Zoja. I dlaczego dzięki temu, co robi, jej rodzice odpoczywają. 
 
Oczywiście po raz kolejny powtarza się reguła: szczęśliwy rodzic, szczęśliwe dziecko. My najszczęśliwsi jesteśmy, kiedy spędzamy czas na świeżym powietrzu. Wygląda na to, że Zoja też.
 
Sobotę spędziliśmy na działce w Lusówku razem z Magdalenkami i babcią Irką. Relaksowi nie było końca. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tags from the story

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *