Polana Strążyska z dziecięcym wózkiem

Gdzie: Tatry
Długość trasy: 16 km
Czas przejścia: 4:30 h

Słońce obudziło nas przed siódmą, a gdyby nie wielka sosna za oknem moglibyśmy zobaczyć Giewont. Tak, jesteśmy w Zakopanem! Zimowa stolica Polski będzie nas gościć przez kilka następnych dni, bo nasz urlop trwa dalej. Dotarliśmy tutaj po weekendzie w Krakowie, wyjeżdżając przyjaciele ostrzegali nas przed pierwszym śniegiem, jaki spadł w górach. Ahoj, przygodo!

Wiadomo, że Tatry to nie Karkonosze, nie liczyliśmy na to, że Zojkę wozić będziemy tutaj wiele czasu w wózku, ale pierwszy dzień jest tradycyjnie dniem rozruchu, więc szaleństw nie planowaliśmy. Dlatego wybierając pomiędzy nosidełkiem a wózkiem dla Zojki, wybór padł na wózek – pełna rekreacja, dla wszystkich. Studiując mapę, wybierając i przebierając pomiędzy możliwościami, zdecydowaliśmy się na krótką wycieczkę przez Dolinę Strążyską.

DROGA NA POLANĘ STRĄŻYSKĄ

Klucząc małymi uliczkami, podziwiając cuda zakopiańskiej architektury doszliśmy do bram Tatrzańskiego Parku Narodowego, wzdłuż którego ciągnie się Droga pod Reglami. Każde wejście jest płatne i kosztuje 5 zł za osobę dorosłą. Można też wykupić karnet 7-dniowy za 25zł. Dzieci do lat 6 nie płacą. Aż dziw bierze, że przedszkola nie szturmują Tatr.
Czerwony szlak prowadzący spod budki z biletami okazał się bardzo wyboistą drogą, pełną trudnych dla wózkowych kółek kamieni. Do tego cały czas pod górę. Trasa, która według mapy i znaków miała zająć 35 minut, zajęła nam ponad godzinę. Im bardziej zbliżaliśmy się do Strążyskiej Polany tym więcej śladów zimy było dookoła. Zobaczyliśmy pierwszy śnieg! To znaczy ja i Bedu, bo Zojka smacznie spała. Szczerze mówiąc nie mogłam wyjść ze zdumienia – w domu budzi ją skrzypiąca deska, tutaj jest wytrząsana na kamieniach i zdawać by się mogło, że aż smacznie pochrapuje.
Pchając wózek cały czas w górę po kamieniach zrezygnowaliśmy z pierwotnego planu, żeby ze Strążyskiej Polany pójść wzdłuż Ścieżki nad Reglami. Wózek okazuje się tu przeszkodą. No ale uczymy się Tatr we trójkę i na pewno wyjedziemy stąd o tę wiedzę mądrzejsi.
 
Tuż przed polaną za jednym z ostatnich zakrętów wyłoniła się północna ściana Giewontu. Nasz pobyt w Zakopanem możemy uznać za uroczyście otwarty! Widok tak piękny, że zapierający dech w piersiach. Giewont, zdawało by się, na wyciągnięcie ręki. Znaleźliśmy się na środku Strążyskiej Polany i tym samym stanęliśmy prawie u jego stóp. Czujemy się mega szczęściarzami mogąc tu być w tym momencie:)
 

 

 

Na polanie znajduje się mała chatka, w której można wypić i zjeść coś ciepłego. Różnie chyba bywa z jej dostępnością (w przeciwieństwie do schronisk), bo podczas gdy my tam byliśmy, chatka była zamknięta. Zojka na szczęście jest niezależna od takich miejsc, bo dźwigamy dla niej słoiczki z obiadem i deserem, by zawsze, kiedy nadejdzie pora jedzenia, móc uraczyć ją ciepłym jedzeniem. Apetyt Małej Gu dopisuje – zjadła cały słoiczek i jak zwykle nie przestawała się uśmiechać. Nasze szczęście.

 

 

 
 

Finalnie wycieczka rozruchowa zakończyła się zgubieniem smoczka Zojki (dosłownie się „wytrząsł”, bo w całym wózku go nie było…) i poluzowaniem paru śrub w wózku, w tym jednej na tyle, że skorzystaliśmy z pomocy panów z TPN. Dobrze wiedzieć, że są przygotowani na niesienie technicznej pomocy dziecięcym wózkom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *