Zoja Rowerzystka

Wszystko zaczęło się od tego, że Zojka zaczęła siadać, a tuż potem samodzielnie siedzieć. Potem rozpoczęła etap raczkowania – na początku wolno i ostrożnie, potem w tempie perszinga, na dodatek perszinga niesapiącego. Gdy zaczęła stawać przy kanapach, fotelach i stoliczkach stało się dla nas oczywistym, że kolejnym krokiem będzie jazda na rowerze.
Plan pomogli zrealizować pomocni Sąsiedzi pożyczając rower z przymocowanym fotelikiem rowerowym i stylowy kask – delikatnie tylko opadający Zojce na oczy. Zresztą czyż nie marzeniem niektórych z nas jest po prostu mknąć przez miasto z zamkniętymi oczyma chłonąc chwilę i czując wiatr we włosach? No więc to wszystko Zojce chcieliśmy zapewnić, stąd pomysł na opadający kask.
W pierwszym momencie planowaliśmy wybrać się na rowerowy offroad – przez łąki, pola i lasy na północy Poznania. Po chwili zastanowienia wybraliśmy jednak opcję miejską – dla nas na pierwszą przejażdżkę po prostu bezpieczniejszą. Poznań jest coraz bardziej przyjazny rowerzystom, o czym przekonał się jakiś czas temu tata Bedu dojeżdżając na rowerze do pracy. Na pierwszy cel wybraliśmy Cytadelę – największy park Poznania o powierzchni około 100 ha. Słowem – jest gdzie jeździć. Klucząc alejkami parku zachwycaliśmy się cudem, jakim z pewnością jest jazda na rowerze. Bardzo nam tego ostatnio brakowało, więc przez pierwszą godzinę niezmiennie upajaliśmy się okolicznościami, w jakich się znaleźliśmy. Z Cytadeli pojechaliśmy na Stary Rynek robiąc obowiązkową rundkę dookoła ratusza, a stamtąd nad Wartę. Pogoda była wakacyjna, bez okularów przeciwsłonecznych ani rusz, bez dzwonka przy kierownicy też – jakoś trzeba było spacerujących niedzielnym krokiem Poznaniaków rozpraszać.
Cała wycieczka zajęła nam ponad cztery godziny, z przerwą na zjedzenie przez Zojkę obiadu. Nasza Mała Gu w foteliku najwyraźniej czuła się świetnie, bo nie dość, że przez cały czas z uwagą i swoim charakterystycznym skupieniem obserwowała otaczający ją świat, to w drodze powrotnej zasnęła.
 
Wszystko wskazuje na to, że od bardzo wczesnej wiosny rozpoczniemy rodzinny sezon rowerowy, kupując wcześniej Zojce jej własny fotelik. Trzeba korzystać póki można, robić kilometry ile sił w nogach, bo ani się obejrzymy, a usłyszymy: „Ja siama!”. I zaczną się postoje przy każdym kwiatku i gonienie motylka. Co oczywiście też na pewno będzie miało swoje plusy.

 

 

 

 

 

Tags from the story

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *