Grzyboszukanie

Mogłabym dzisiejszy wpis nazwać grzybobraniem, publikując zdjęcia koszy pełnych kozaków i prawdziwków, ale sami sobie winni jesteśmy, że tak nie będzie.
Miała być leniwa sobota, poranek w łóżku, gazetka przy porannej kawie, a potem herbacie…No i było to wszystko, ale była też chęć pojechania na grzyby. No a przecież nie można mieć ciastka i zjeść ciastko. Można jednak mieć sobotni relaks i spacer po lesie. I nic więcej nam dziś do szczęścia nie trzeba było.
Razem z dziadkami Zoi pojechaliśmy za Kobylniki przy Obrzycku. Miejsce znane z XIX wiecznego pałacyku oraz lasów pełnych wspomnianych już kozaków, prawdziwków i czarnych łepków. Chyba, że jedzie się tam, jak my, w sobotę o 13, wtedy grzybów już brak. Nie psuło nam to jednak humorów, żartowaliśmy nawet, że bez ciężkich koszyków idzie się wygodniej. Najważniejsze było to, że jesteśmy na świeżym powietrzu i wdychamy zapach lasu. 
 
Chodzenie po lesie z niemowlakiem w gotowości do zbierania grzybów jest ogromną przyjemnością pod warunkiem, że możemy poruszać się swoimi ścieżkami. To jest możliwe dzięki noszeniu dziecka w chuście. Kiedy Zojka była mniejsza nosiliśmy ją z przodu, dbając oczywiście o poprawną jej pozycję. Dziś, kiedy Mała Gu jest coraz większa, nosimy ją na plecach, rozkładając w ten sposób jej ciężar, ale także mając na względzie jej dobro. Chustonoszenie to temat na zupełnie odrębny wpis (może pewnego dnia pokuszę się o taki?), my jako jego zwolennicy zachęcamy do tego, by spróbować.  Też po to, by spędzając wolny czas z dzieckiem w ulubiony przez siebie sposób nie napotykając na przeszkody i bariery.
 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

Tags from the story

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *